Cyril skończył pracę szybciej niż zwykle, co było jego piątkowym zwyczajem. Uważał, że na pewnym etapie kariery nie ma sensu dawać z siebie tyle, co w młodości, i że należy dbać o higienę nie tylko zdrowia fizycznego, ale i psychicznego. Długo dochodził do tego przekonania, aż w końcu zdrowie upomniało się o swoje w sposób dość brutalny. Nerwica, problemy żołądkowe, a nawet niewielkie, ale uciążliwe kłopoty z sercem – wszystko to postawiło Cyrila pod ścianą, najpierw wyrywając go z życia zawodowego, a następnie towarzyskiego.
Gdy tylko zakończył długotrwały proces rehabilitacji, postanowił raz na zawsze skończyć z pośpiechem. Długo zastanawiał się, czy nie dotknęła go depresja. Nigdy nie miał do niej skłonności, nawet w czasie intensywnych projektów zawodowych, przeplatanych budową domu i wychowaniem dzieci. Czasami jednak pojawiały się myśli: po co to wszystko? Pragnął ucieczki, rzucenia wszystkiego bez względu na konsekwencje. Na krótko sięgnął po alkohol, ale szybko go odstawił, przynajmniej w takiej ilości, która przeszkadzała mu w koncentracji, szczególnie podczas czytania, które tak bardzo lubił. Zauważył, że po jednej czy dwóch szklaneczkach pogrążał się w świecie aktualnie czytanej książki, tworząc własne kontynuacje, całkowicie odcinając się od otoczenia i tracąc wątek. Picie nie dawało mu ani ukojenia, ani radości. Ostateczne odstawienie alkoholu przywróciło mu dawną przyjemność.
W ostatni wtorek, siedząc bezczynnie w gabinecie, pomyślał, że „życie jest tak naprawdę do dupy”, co zmroziło go swoją stanowczością i skłoniło do zadzwonienia do Meredith. Była cenioną psycholożką i znali się już od kilku dobrych lat. Nigdy jednak nie mieszali swojego życia zawodowego z prywatnym. Zadzwonił. I tym razem Mer – bo tak miał w zwyczaju się do niej zwracać – była przekonana, że to czysto prywatna kawka.
– Wiesz co? Spotkajmy się w Urban Bistro przy Michalskiej 5. Weźmiemy sobie do kawy jakieś ciastko? Strasznie jestem wykończona tymi spotkaniami z młodymi osobami – zaproponowała.
– Dobry pomysł – odpowiedział Cyril.
Do Urban Bistro schodziło się łagodnymi schodami. Klimat panujący w lokalu sprzyjał rozmowom. Dość swobodnie poustawiane pod ścianami kanapy, każda w innym stylu, zachęcały do spędzenia w nich kilku chwil po pracy. Mimo że była dopiero kilka minut po szesnastej, w środku dało się już słyszeć sporo różnych rozmów. Gdy tylko Ginter dostrzegł wchodzących Cyrila i Mer, krzyknął zza baru, rozkładając ręce: – No proszę, żyją…! Machnęli do niego na przywitanie, poprosili o dwie duże latte z sernikiem baskijskim i zaszyli się na jednej z kanap skrytych w półmroku.
Mer, po wysłuchaniu całej historii Cyrila, zapadła się na chwilę w miękkim oparciu kanapy. Wyglądało, jakby chciała zostać wciągnięta przez nią do wnętrza. Odchyliła głowę do tyłu, a ręce podniosła, przeplatając palce. W takiej pozycji zastygła na kilka sekund, po czym wzięła głęboki oddech.
– No dobrze. Mam dwa pomysły. Zaskoczyłeś mnie bardzo. Kurczę, Cyril, znam was tyle lat. Jak!?
Cyril tylko bezradnie rozłożył ręce.
– Do cholery, jak to ukrywałeś!? – ciągnęła, wyraźnie zdziwiona Mer.
– Ja nawet nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Myślałem, że to normalne. Teraz wiesz już wszystko. Co tu dużo gadać i się powtarzać.
– Racja! Ale to jest delikatna sprawa. Masz tego świadomość?
Cyril kiwnął twierdząco głową.
– Czuję się zafrapowana. Wiesz co? Muszę to jeszcze przemyśleć. Zdzwonimy się po weekendzie?
– Jasne!
Posiedzieli jeszcze pół godziny, rozmawiając o tym, co w pracy, by ostatecznie pożegnać się na schodach.
Gdy szedł ulicą już sam, nie do końca był zadowolony z tego, że zaangażował w swoje problemy Mer. Nawet był na siebie zły. Wychodząc z Rybarskiej w Panską, zatrzymał się przy pomniku Kanalarza, wyciągnął telefon i zadzwonił do żony.
– Witaj, Dunja. Wiem, że jest dość późno i że dopiero teraz ci o tym komunikuję, ale nie będę wracał jeszcze do domu. Miałem ciężki tydzień, chciałbym usiąść na chwilę i wypić coś mocniejszego.
– A co się stało Cyrilu? Jakiś problem?
– Skądże. Nie denerwuj się. Wracając wezmę taksówkę.
– Dobrze, tylko nie wracaj nad ranem – zachichotała Dunja.
– Dobrze – powiedział stanowczo Cyril, mając jednak z tyłu głowy, że wcale nie miało to tak zabrzmieć. Chętnie by wrócił nad ranem, albo nawet w niedzielę.
– Paa… – pożegnała się śpiewająco Dunja.
Trzymając wciąż w ręku telefon, rozmyślał nad rozmową z Mer. Pomyślał, by zadzwonić i powiedzieć, żeby zapomniała o temacie rozmowy, ale ostatecznie stwierdził, że pomoc może być mu jednak potrzebna.
Nie planował przemieszczać się zbytnio po mieście, by nie marnować czasu. Minął Baudelaire Bar przy Panskiej 6. Zrobił jednak trzy kroki w tył i, omijając rząd stolików, wszedł do środka. Bezwiednie udał się na antresolę i nim zdążył zdjąć płaszcz i położyć torbę, pojawiła się kelnerka z kartą.
– Proszę nie odchodzić, to będzie szybka decyzja – rzucił. – Mam ochotę na coś z rumem i jakąś przekąskę.
– Proponuję drink Amy Winehouse na bazie 3-letniego rumu z likierem Luxardo Maraschino, likierem jabłkowym i wodą mineralną, a na zakąskę krążki cebulowe.
– Doskonale – odparł.
Nie czekał zbyt długo, bo już po kilku minutach drink i krążki wylądowały na jego stoliku. Cały czas czuł się spięty i doskwierało mu, że wyspowiadał się Mer. Wziął delikatnego, jakby sondującego łyka, odstawił szklankę i sięgnął po przekąskę. Rozsiadł się wygodnie, wciąż trzymając krążek w palcach.
– Czy pan wie, że przy tym stoliku zawsze w piątki odpoczywam?
Podniósł wzrok. Przed nim stała około czterdziestopięcioletnia kobieta z dużą ilością siwych, ale zadbanych włosów. Miała na sobie spódnicę w czarno-białą kratę, czarny golf i skórzaną kurtkę w stylu ramoneski.
– Egh…– jakby zabrakło Cyrilowi języka w buzi. – Jestem sam, proszę usiąść, nie będę się narzucał. Wypiję i już mnie nie ma. Proszę to potraktować, jakbym przypilnował dla pani stolik.
– Haha… – zaśmiała się kobieta, wyraźnie rozbawiona. – Niech tak będzie.
– To fantastycznie! Mamy szybko rozwiązany problem. Gdyby zawsze szło tak gładko – odparł nostalgicznie, rzucając w kierunku kobiety lekko zakamuflowany uśmiech.
– Mam na imię Estera – powiedziała, wyciągając rękę.
– Cyril, miło mi – odpowiedział, odwzajemniając się uściskiem dłoni.
– Co pijesz Cyrilu?
– Amy Winehouse…
– Ach, to… – usiadła, zdejmując kurtkę i rzucając ją niedbale na fotel. – Pamiętam jej płytę „Frank” i to, jak duże zrobiła na mnie wrażenie. Tam był taki refren: „Muszę cię teraz poznać. Możemy się już nie spotkać” – zerknęła tajemniczo Estera, a w jej kąciku ust pojawił się lekko widoczny uśmiech.
– A ty, czego się napijesz? – spytał lekko speszony Cyril.
– Bardzo lubię gin i waham się między Niną Simone a Liną Kostenką. Chyba jednak wezmę ten pierwszy, by zatrzymać się w tematach muzycznych… „Stay away from me cos I’m in my sin” – zanuciła pod nosem Estera.
– Co to za tekst?
– To fragment piosenki Niny – „Gin House Blues” – „Trzymaj się z daleka ode mnie, bo jestem w swoim grzechu…” – zaśmiała się po raz kolejny.
– A jeśli już za późno, skoro na siebie wpadliśmy? – odparł Cyril.
Estera w tym momencie podniosła wzrok znad swoich karminowych, zadbanych paznokci, którymi na chwilę zakryła usta. Przygryzła wargę, po czym roześmiała się głośno, machając w stronę Cyrila palcem, jakby grożąc.
Rok później.
Mieszkanie znajdowało się na ostatnim piętrze kamienicy. Z okien widać było most Słowackiego Powstania Narodowego, który spina brzegi Dunaju, łącząc największą słowacką dzielnicę mieszkalną Petržalka ze Starym Miastem. Nie było to duże lokum – salon połączony z kuchnią. Regał na książki i komoda wykonane były z naturalnie wybarwionej sosny. Na regale kilka książek i gazety ułożone w stos. Nad komodą wisiał duży telewizor. Nie było w mieszkaniu typowej kanapy, tylko duże łóżko kolonialne z wysokim materacem. Przy łóżku na ścianie wisiały dwie pary nausznych słuchawek. Okna nie miały firan, przez co we wnętrzu było bardzo dużo światła. Wisiały tylko lniane zasłony. Aneks kuchenny oddzielała od części wypoczynkowej niewielka wyspa. Pośrodku między wyspą a łóżkiem stał okrągły stół z dwoma krzesłami. Pod ścianą ustawiono stojak na kwiaty, które swoją zielenią idealnie kontrastowały z jasnym wnętrzem.
W mieszkaniu rozbrzmiewało „Piu di cosi” Miny Mazzini. Cyril wyszedł z łazienki całkiem nago i niedokładnie wytarty po kąpieli. Wysoki, z resztkami muskulatury, która pozostała mu po czasach pływania kajakami, nim serce nie zmusiło go do odstawienia sportu wysiłkowego na rzecz spacerów. Wyłączył czajnik, który dawał o sobie znać gwizdkiem, przekrzykującym się z piosenką. Zalał mieszankę ziół, które zwykł pijać. Wtórując śpiewem Minie, sparzył gałązkę pomidorków koktajlowych, by zdjąć z nich skórkę. Sięgnął do lodówki po pecorino romano i pancettę. Ser starł na drobniutkich oczkach. Pancette pokroił w kostkę. Z szuflady wyciągnął dużą patelnię, którą postawił na największym palniku i skropił oliwą. Woda na makaron, którą wstawił przed pójściem pod prysznic, zaczęła wrzeć. Wlał do niej kilka kropel oliwy, wyciągnął cztery gniazdka fettuccine i wrzucił, zmniejszając jednocześnie płomień pod garnkiem. Na patelnię wrzucił pokrojoną wcześniej pancette. Do miski ze startym chwilę wcześniej pecorino romano dodał dwa żółtka i jedno całe jajko, wszystko energicznie wymieszał, aż powstał swoisty krem. Pancette zdjął z patelni, wykładając na talerzyk. Do tłuszczu dodał dwie łyżki wody z makaronu, po czym odlał go na sitku i wrzucił na patelnię. Potrząsnął kilka razy i wyłączył palnik. Cały krem z sera i żółtek wlał na makaron i mieszał, aż wszystko się dokładnie połączyło.
Drzwi do mieszkania otworzyły się, a do środka weszła Estera. Postawiła torbę na blacie kuchennym, nie zwracając uwagi na nagość Cyrila.
– Cześć, długo już jesteś?
– Kilka chwil po dwunastej wszedłem. Dopiero co się wykąpałem i zdążyłem przygotować jedzenie.
– Więc jestem na czas i do tego potwornie głodna – powiedziała Estera, wchodząc do mieszkania.
– Wino kupiłaś?
– Tak, jest w torbie. Możesz nakładać, a ja tylko szybko wskoczę pod prysznic.
– Dobrze, ale dosłownie trzy minuty, żeby jedzenie nie ostygło.
Cyril wyciągnął głębokie talerze i nałożył makaron. Porcje przyprószył świeżo zmielonym pieprzem i obsypał solidną porcją tartego pecorino. Na oddzielny talerzyk położył obrane pomidorki, kilka sardynek, oliwki nadziewane limonką, papryczki z serem kozim i kilka kaparów, wszystko polewając oliwą.
W tym czasie Estera wyszła naga z łazienki, zostawiając za sobą ślady mokrych stóp.
– Boże, jak ja kocham carbonarę! – krzyknęła, już bardziej rozluźniona. – Jak ona za mną chodziła.
Usiedli nadzy przy stole.
– Wiesz co, kumpel puścił dziś OMD – „Speed of Light” i choć to remiks, to przypomniały mi się czasy młodości. Musisz to usłyszeć. Jak to pięknie brzmi! Jaką ma energię! Posłuchaj.
– Cały tydzień siedziałem w ciszy nad uwarunkowaniami dla nowego muzeum, więc chętnie posłucham czegoś energetycznego.
– Mam problem ze sprowadzeniem tych dwóch obrazów, które poleciały do Singapuru. Zaraz wernisaż, a ja napotykam tylko ściany.
– Nerwowo, ale ty to przecież lubisz – powiedział Cyril, kładąc rękę na ramieniu Estery.
– Wiem, wiem… ale kurczę, nerwy się zaczną, jak naprawdę nie wyślą tego w dwa dni. Od środy nie mogę spać. Jak to się skończy szczęśliwie, to chyba trzy doby będę spała.
– Też nie wiem, jak połączyć te wszystkie wymogi ubezpieczycieli z przepisami. Ważne, że dziś odpoczniemy.
– Powiem ci, Cyrilu, że już samo jedzenie rozświetla mi głowę. A gdzie wino? No chłopie… – zarechotała Estera.
– Myślałem tylko o jedzeniu. Już podaję. Albo nie, wepchnę ci tę butelkę do gardła, jędzo!
– Siedź spokojnie i nic mi tu do gardła nie wpychaj – odpowiedziała. – Ja przyniosę.
Ruszyła w stronę kuchni w rytm OMD. Miała blade ciało i długie, zgrabne nogi. Pośladki były bardzo jędrne, choć nigdy ich nie ćwiczyła. Niewielkie, sterczące piersi ładnie współgrały z wąską talią. Włosy ścięte na boba, siwe, rozjaśniane płukanką, kontrastowały z okrągłymi, rogowymi oprawami okularów.
– Tobie też nalać?
– A jakie kupiłaś?
– Mam Pinot Noira i Riesling.
– To Riesling.
– Na zdrowie, mój drogi kolego.
– Dziękuję pani Estero.
Rzucili sobie uśmiechy, po czym w ciszy dokończyli jedzenie.
Po obiedzie Cyril zabrał się za mycie naczyń, a Estera za wycieranie.
– Słyszałeś o odkryciu tej dębowej drogi, którą zbudowano w II połowie XIV wieku? Jak ona przetrwała w centrum miasta przez tyle stuleci?
– Słyszałem, aż miałem gęsią skórkę. Najdziwniejsze, że przetrwała w sytuacji, gdy robiono tam uzbrojenie w media? W jaki sposób oni tam kładli kanalizację?
– Nie wiem. Może archeolodzy byli pijani albo mieli to zupełnie gdzieś?
Chwilę później leżeli już na łóżku. Cyril czytał „Architectural Digest”, a Estera przeglądała czytnik książek.
– Wiesz, kupiłam sobie tę książkę, o której ostatnio rozmawialiśmy, jak robiłeś wątróbkę z jabłkami. Pamiętasz? „Dama z grasiczką – zwykłe i niezwykłe historie medyczne oczami patolożki”, ale chyba żadnych przepisów tam nie będzie – zarechotała Estera.
Cyril parsknął śmiechem, opluwając gazetę.
– Chyba nie myślałaś, że tam coś takiego będzie?
– A czemu nie? Świat jest pełen dziwactw – wycedziła przez zęby, uroniwszy jednocześnie kącikami ust kilka kropel czerwonego wina.
– Ty wariatko – krzyknął przytłumionym głosem Cyril, łapiąc Esterę pod boczki, by ją wygilgotać.
– Ejjjj… zaraz doprowadzisz do wojny estersko-cyrilskiej i nawet ci nie pomoże to działo między nogami!
Cyril chwycił poduszkę i zamachnął się na Esterę, ale ta wykonała zwinny unik i nim się zorientował, już na nim siedziała, blokując jego ruchy.
– I co, żołnierzyku!? Poddajesz się!?
– Zostaniesz kiedyś spalona na stosie, czarownico, za te swoje sztuczki!
Zaśmiewając się, Estera opadła na Cyrila, przygniatając go swoim ciałem. Ten wplótł dłonie w jej włosy i zaczął masować opuszkami skórę głowy.
– Dzięęękuuuujęęęę – wydała z siebie rozkosznie. – Te tygodnie w pracy są coraz trudniejsze.
– Doskonale cię rozumiem.
Estera, leżąc już rozluźniona na Cyrylu, nie przestawała mówić.
– Ta książka jest naprawdę bardzo ciekawa, ale nie mogłabym takiej pracy mimo wszystko wykonywać, choć wydaje się mało nudna.
– Prawda? Co rusz inny przypadek. Przecież ludzie prowadzą różne życia, choćby właśnie samo jedzenie i picie. Ile treści w nich można znaleźć i niekoniecznie mam na myśli jedzenie – i dodał – jak skończysz, to wrzuć na półkę „do przeczytania”, bo pusto zaczyna się tam robić.
– Jasne – rzuciła Estera.
Cyril leżał spokojnie, czytając swoje czasopismo, a Estera, zapatrzona w czytnik, jak zwykle kręciła się, to zakładając nogi na ścianę, to oplatając nimi Cyrila. Kładła bezwiednie głowę na jego kroczu, by za chwilę leżeć już z drugiej strony i smyrać stopami jego twarz. Po półtorej godziny zerwała się z łóżka.
– Tańczymy! Włączę Kravitza – „Chamber”!
– Jestem za! Już myślałem, że zrobisz dziurę w tym kocu, tak się wierciłaś.
– Czuję, jak zbierają we mnie siły.
Proporcje we wzroście między nimi były widoczne i, mimo że zdawali sobie sprawę, jak mogło wyglądać ich komiczne nagie pląsanie przez odsłonięte okno, to nic sobie z tego nie robili. Najważniejszy był relaks i złapanie dystansu po całym tygodniu. Przetańczyli tak jeszcze kilka piosenek. Pot leciał po ich ciałach.
– Wskakuj na plecy, jedziemy pod prysznic – rzekł zdyszanym głosem Cyril.
Estera wskoczyła z rozbiegu.
– Wio, chabeto!
Cyril zachwiał się ze śmiechu.
– Zaraz spadniesz z tego grzbietu i do łazienki będziesz musiała się doczołgać.
– Wiooo!!! – skakała wciąż na plecach Estera.
Łazienka miała spore okno i była dość widna. Wykończona w kolorze lekkiego grafitu, zbliżonego do surowego betonu. Nie było w niej niepotrzebnych mebli, tylko szafka na ręczniki, które leżały na półkach złożone w rulony. Kilka luźno ustawionych perfum, krem do ciała i szczotka do włosów. Z szuflady wystawał kabel od suszarki. Kabina była otwarta, bez brodzika, zwieńczona bardzo dużą deszczownicą, tak by mogła swobodnie pomieścić dwie osoby pod swoim strumieniem.
– Czy pan Cyril mógłby wyczarować z głośników coś skocznego?
– Pani Estero, już biorę do ręki czarodziejską różdżkę.
– Chyba laskę Gandalfa? – śmiała się Estera.
– To zobacz, co ta laska potrafi wyczarować – rzekł, chowając się za futryną.
Gdy z głośników uleciały pierwsze dźwięki Spiętego – „Pan Piotruś Pan”, Cyril wyskoczył nagi zza futryny, idąc śmiesznym krokiem na lekko pochylonych nogach i z rozłożonymi rękoma, zaczął śpiewać:
„Patrz,
Rozpinam
Gruboskórny płaszcz,
By w sposób obsceniczny
Być – romantyczny.
Stoję nagi,
Bez płaszczyka,
A niech świata
Krytyka wytyka
Gorszyciela
– Romantyka.
Będę tu stał
Będę tu stał
Aż się pani wydam
Kimś
Kto się pani przyda
Jestem kimś,
Kto jest gotów
Być równią pochyłą,
Od której to tu
Może nie mieć Pani odwrotu…”
Zaśpiewali piosenkę do końca, a Estera, nie mogąc powstrzymać śmiechu, złapała Cyrila za ramiona i zaczęła nim szarpać.
– Spadaj, wariacie…– chichrała – Teraz masz włączyć coś dla mnie! Puść Serge Devant feat. Hadley – „Addicted”.
Gdy pierwsze dźwięki rozbrzmiały w powietrzu, Estera odwróciła się plecami, zaczęła kręcić biodrami w rytm muzyki, a będąc już cała mokra, zerknęła przez ramię w stronę Cyrila.
– Teraz nie mam pytań – wyszeptała, wciąż bujając biodrami. – Chodź, Cyrilu, namydlę cię i zrobię z ciebie Gandalfie Szary, Gandalfa Białego.
– Kocham twoje poczucie humoru.
– Gdyby nie nasze spotkania, gdyby nie pomysł tego terapeutycznego gniazdka, już by mnie nie było – wiesz? Ta piana spływałaby tylko ze ściany.
– Nie myśl o tym. Minęło tyle czasu…
Zniknęli pod gęstym strumieniem wody z deszczownicy, a para wypełniła całą łazienkę.
Cyril leżał jeszcze na łóżku, gdy Estera była już gotowa do wyjścia.
– Przygotuj na następny raz jakieś filmy, które nam się podobały przez ten rok. Mam ochotę na wspomnienia, a ja ugotuję coś wyjątkowego – co ty na to? – rzuciła, zapinając suwak w bucie.
– Świetny pomysł. Aha, pamiętaj, że w przyszłym tygodniu płacimy czynsz. Już zostawiłem swoją połowę w wazie. I jeszcze za dwa tygodnie nie będzie mnie, bo jedziemy z Dunją do jej siostry w Pradze.
– Zapomniałam o waszym wyjeździe. To ja też wyciągnę gdzieś Eryka. Coś wspominał o Kiszyniowie. Zrobię mu niespodziankę.
– Świetny pomysł. Ucieszy się, a i wam przyda się chwila sam na sam, bez zrzędzenia jego matki.
– My zawsze mamy rację, prawda, Cyrilu?
– Oczywiście, że takich trzech, jak nas dwoje, nie ma ani jednego.
– Całus mój Petrarko.
– Całus moja Lauro.
Po jej wyjściu Cyril jeszcze chwilę poleżał, a potem podszedł do drzwi i przekręcił zamek. Wybrał z playlisty Bolter – „Nic do stracenia”, podgłosił do oporu i zabrał się za sprzątanie.


