Tym razem kroki na drewnianych schodach przyniosły to, na co długo i niecierpliwie czekał. Wyglądając z kuchni zza otwartej lodówki, dostrzegł, że przy jednoczesnym zatrzaśnięciu klapki w drzwiach list spadł na podłogę. Wiedział, że to list od niej.
Chciał zatrzymać w sobie tę tachykardię jeszcze przez chwilę, więc dokończył wcieranie rzodkiewki i siekanie szczypiorku do przygotowanego wcześniej twarogu. Przyprawił i wymieszał wszystko razem. Chleb posmarował grubą warstwą masła, co chwilę zerkając przez ramię czy list wciąż leży na podłodze. Był tam cały czas. Oparł się o kuchenną wyspę i wciąż na niego spoglądał, jakby chciał, by się poruszył, by mógł się na niego rzucić jak kot na zdezorientowaną mysz. Nieprzerwanie delektował się swoim podwieczorkiem.
Cieszył się, że na dzisiejszy wieczór nie ma żadnych planów. Wiedział już, jak zakończy się ten wietrzny dzień.
Naczynia i sztućce umył pod kranem i ułożył na ociekaczu. Wziął łyk kawy zbożowej zabielonej mlekiem z kubka z podobizną Witkacego i cytatem: „Dobrze jest psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę”. Wytarł kuchenną wyspę.
Idąc do łazienki, trącił list nogą, jakby chciał sprawdzić, czy żyje. Ta sytuacja go rozbawiła. Zatkał korek w wannie i puścił wodę. Dziś w kąpieli nie będzie oglądania filmu. Dziś będzie czytanie czegoś, co nie gościło u niego w tej formie od przynajmniej trzydziestu kilku lat.
Oparł się o umywalkę, a opuszczoną głowę podniósł w kierunku lustra. Zza opadłej grzywki spojrzał sobie w oczy, które uśmiechały się na znak radości z powrotu do tego, co uważał za bezpowrotnie utracone – papierowy list.
Lubił długo przebywać w wannie. Często dolewał sobie wody, by była cały czas ciepła. Na to nigdy nie żałował czasu. Gdy wziął kopertę w rękę, nie powąchał jej, bo nie był Napoleonem, a to nie był list od Józefiny. Nie chciał, by poniosła go fantazja, w sytuacji, gdy jeszcze nie znał treści. A może w kopercie jest trucizna i znajdą go za kilka dni z pośmiertnym grymasem, a kartka z listem będzie pływać w wodzie, rozmyta i nieczytelna?
Pociągnął łyk piwa, tak, by gęsta piana utworzyła mu pod nosem bujny wąs, by poczuł się jak Hemingway czytający list od Gellhorn… I otworzył kopertę.


