Dlaczego po ćwierćwieczu od wydania „S@motności w sieci” czyta się ją jak proroczą diagnozę?
Janusz Leon Wiśniewski w 2001 roku wydał książkę, która stała się polskim fenomenem kulturowym początku XXI wieku – pierwszą wielką powieścią o miłości w erze Internetu. „S@motność w sieci”, z charakterystycznym „@” w tytule, to nie tylko zwykły romans, lecz manifest samotności człowieka, który jest podłączony do wszystkiego, ale jednocześnie do niczego. Pięć lat później, w 2006 roku, Wiśniewski wraz z Witoldem Adamkiem stworzył filmową adaptację – widowiskową, bardziej zmysłową, z innym, „zdumiewającym” zakończeniem, jak podkreślał sam autor. Choć do książki dodał podtytuł „Tryptyk”, to książka i film razem tworzą swoisty dyptyk o tym samym paradoksie: im bliżej siebie jesteśmy w sieci, tym dalej w rzeczywistości, a oba dzieła, są dziś jeszcze bardziej aktualne niż w momencie powstania. Wówczas Internet był nowością; dziś jest powietrzem, którym oddychamy i zarazem trucizną, którą wdychamy.
Tytuł miał być genialny w swojej sprzeczności, gdyż sieć miała likwidować samotność, a zamiast tego ją pogłębia. Bohaterowie są bliżej siebie niż kiedykolwiek, znają najintymniejsze myśli drugiej osoby, a jednocześnie nigdy nie byli dalej. To diagnoza, która w 2026 roku brzmi proroczo: mamy tysiące „przyjaciół” online i często zero osób, z którymi możemy spędzić czas w spokoju, a nawet w milczeniu.

Książka to niemal czysta powieść epistolarna na miarę XXI wieku, składająca się z e-maili, czatów, SMS-ów i wewnętrznych monologów. Brak narratora trzecioosobowego sprawia, że jesteśmy w głowach obojga bohaterów jednocześnie. Wiśniewski genialnie wykorzystuje medium: skróty, emotikony (wczesne!), przerwane zdania, wielogodzinne czekanie na odpowiedź. Forma naśladuje uzależnienie, tak, że czytelnik sam zaczyna czekać na kolejny „list”. To nie jest literatura. To zależność.
„Wiesz, że pisałam ten list minimum 1000 razy? Pisałam go w myślach, pisałam go na piasku na plaży, pisałam go na najlepszym papierze, jaki można było kupić w Zjednoczonym Królestwie, pisałam go sobie długopisem na udzie. Pisałam go na obwolutach płyt z muzyką Szopena. Pisałam go tyle razy… Nigdy go nie wysłałam.”
Film porzuca czystą epistolarność na rzecz wizualności. Reżyser ukazuje to, czego w książce nie widzimy: twarze, ciała, przestrzeń. Magdalena Cielecka (Ewa) i Andrzej Chyra (Jakub) grają tak intymnie, że czujemy każdy milimetr dystansu między nimi. Kamera często patrzy przez ekran monitora, przez szybę samolotu, przez deszcz na szybie – wszystko jest „między”. Muzyka i montaż podkreślają samotność w tłumie wielkich miast (Warszawa – Berlin – Frankfurt).

Różnica jest kluczowa: książka jest wewnętrzna, film zaś zewnętrzny. Książka pozwala zakochać się w słowach, podczas gdy film zmusza do konfrontacji z ciałem i rzeczywistością.
Bohaterowie – On i Ona, jawią się jako lustra współczesnego człowieka. Jakub (w książce genetyk, w filmie naukowiec/informatyk) to mężczyzna po przejściach, racjonalista, który boi się uczuć, ponieważ już dwukrotnie się sparzył. W sieci staje się tym, kim zawsze chciał być: czułym, dowcipnym, bezbronnym. Ewa, lekarka, to kobieta po rozwodzie lub w trudnym związku, wrażliwa, instynktowna, tęskniąca za tym, czego brakuje jej w realnym życiu.
„Otwórz butelkę czerwonego wina, którą na pewno masz. Uwiedziesz mnie dzisiaj.”
Oboje są doskonale samotni – mają pracę, status, kontakty, ale nie mają drugiego człowieka. Internet daje im to, czego świat realny odmawia: wolność od oceniania po wyglądzie, statusie czy bliznach. W sieci są idealni. W realu – zranieni i przerażeni.
Ich uczucie jest najczystsze, bo nieskażone ciałem, zapachem, codziennością. Wiśniewski pyta: czy miłość bez dotyku jest prawdziwsza, czy może mniej prawdziwa? Czy wolno nam kochać wyobrażenie? I czy realne spotkanie musi to zabić? Największa tragedia bohaterów nie polega jednak na braku spotkania, lecz na strachu przed nim. Dopóki pozostają w sieci, są bezpieczni. Spotkanie oznaczałoby konfrontację: czy w rzeczywistości jestem tak samo wartościowy jak w słowach?
„Nic tutaj nie rozprasza. Ani zapach, ani wygląd, ani to, że piersi są zbyt małe. W Sieci obraz siebie kreuje się słowami. Własnymi słowami. Nigdy się nie wie, jak długo wtyczka będzie w gniazdku, więc nie traci się czasu i od razu przechodzi do rzeczy, i zadaje naprawdę istotne pytania. Zadając je, tak do końca chyba nie oczekuje się zupełnej szczerości.”
To, co najbardziej zachwycało czytelniczki w 2001 roku i wciąż zachwyca, to fakt, że mężczyzna napisał kobietę tak przekonująco, że wiele osób myślało, iż autorem jest kobieta. Ale Wiśniewski pokazał też, że mężczyźni również mają emocje, tylko wyrażają je inaczej. I że kobiety również potrafią być racjonalne i okrutne w swoich wyborach.
Książka kończy się w sposób otwarty, melancholijny, niemal romantyczny w swoim niedopowiedzeniu. Film, według słów autora ma „zdumiewające” zakończenie – bardziej dramatyczne, boleśniejsze i mniej pocieszające. To nie jest przypadek. Wiśniewski pragnie ukazać, że realne życie nie wybacza iluzji. Film jest więc surowszy, tak jak rzeczywistość jest surowsza od słów. Jednak w erze Instagrama, Tik Toka, sztucznej inteligencji i randek online, książka oraz film Wiśniewskiego brzmią zgodnie jak proroctwo – wtedy sieć była obietnicą, a dziś jest pułapką. Obrazują dokładnie to, co obecnie przeżywamy na masową skalę: uzależnienie od dopaminy z powiadomień, projekcję idealnego „ja”, strach przed prawdziwą bliskością oraz samotność w tłumie „połączonych”. Bohaterowie Wiśniewskiego są naszymi dziadkami w cyfrowym świecie – pierwszymi, którzy doświadczyli tego, co my uznajemy za normę. Rozumiemy, że to nie jest powieść o miłości przez Internet. To powieść o miłości w ogóle i o tym, jak bardzo boimy się jej w rzeczywistości. Książka leczy tęsknotę, a film zmusza do konfrontacji. Razem mówią jedno, najprostsze i zarazem najtrudniejsze zdanie: Największa samotność nie jest wtedy, gdy nikt nie pisze, ale wtedy, gdy ktoś pisze wszystko, a i tak nie ma odwagi powiedzieć tego na głos. I właśnie dlatego „Samotność w sieci” nie jest tylko opowieścią z 2001 roku. To opowieść na zawsze.
„Słowami można zastąpić zapach i dotyk. Słowami też można dotykać. Nawet czulej niż dłońmi. Zapach można tak opisać, że nabierze smaku i kolorów.”
Wpływ Internetu na współczesne relacje
Internet nie tylko zmienił sposób, w jaki się poznajemy, ale także samą naturę relacji – od momentu ich nawiązywania, przez utrzymywanie, aż po zakończenie. Sieć obiecywała połączenie, a dostarczyła samotność w najczystszej, najbardziej wyrafinowanej formie. Nigdy w historii ludzkości nie byliśmy tak blisko tylu ludzi jednocześnie i nigdy nie czuliśmy się tak samotni. Algorytmy (Tinder, Instagram, Tik Tok, Threads, Discord) dają nam iluzję bliskości: tysiące lajków, setki „głębokich” rozmów na chatach etc. Jednak, gdy przychodzi moment prawdziwego spotkania, często okazuje się, że nie mamy o czym rozmawiać. To, co Janusz Leon Wiśniewski przewidział w „Samotności w sieci” w 2001 roku, stało się w 2026 roku codziennością na skalę globalną. W rzeczywistości boimy się ciszy, która w sieci jest nie do zniesienia (te trzy kropki, które nie znikają).
„Nagle tak cicho zrobiło się w moim świecie bez Ciebie…”
Badania, takie jak raporty Pew Research Center i Oxford Internet Institute z lat 2024–2025, pokazują stały trend:
– Liczba osób deklarujących „chroniczną samotność” wzrosła o ponad 40% od 2010 roku, mimo że średnia liczba kontaktów online wzrosła kilkukrotnie.
– Ludzie w relacjach długoterminowych coraz częściej mówią: „Czuję się bliżej z nim/nią przez czat niż przez rozmowę twarzą w twarz”.
Internet zmienił mechanikę miłości i przyjaźni. Dziś romantyczne relacje to:
– Ghosting1, orbiting2, breadcrumbing3 – nowe terminy na stare grzechy, tylko w wersji 5G. Internet dał nam możliwość pojawiania się i znikania bez konsekwencji.
– Idealizacja na sterydach – profil zawsze wydaje się lepszy niż rzeczywista osoba. Dlatego pierwsze spotkanie w realu tak często kończy się rozczarowaniem tzw. efekt catfish4.
– Shopping mentality5 – traktujemy ludzi jak produkty na Allegro. Zawsze znajdzie się ktoś lepszy, młodszy, bardziej kompatybilny, i to o trzy kliknięcia dalej.
Jakie są zatem dzisiejsze przyjaźnie? Przede wszystkim łatwe i tanie. Jednak, gdy potrzebujemy kogoś, kto miałby przyjechać po nas o trzeciej w nocy, zostajemy z 487 „przyjaciółmi”, którzy wrzucą reakcję „❤️” i napiszą „trzymam kciuki”.
Relacje rodzinne, też nie wyglądają najlepiej. Rodzice i dzieci komunikują się przez grupę na WhatsAppie, ale nie potrafią usiąść przy stole bez telefonu. Dziadkowie dostają zdjęcia wnuków, ale rzadko czują ich bliskość, choćby siedzenie na kolanach. Internet „połączył” pokolenia i jednocześnie je rozdzielił.
„Może nie najważniejsze jest chcieć iść z kimś do łóżka, ale chcieć wstać następnego dnia rano i zrobić sobie nawzajem herbatę?”
Co tak naprawdę się z nami stało? Przede wszystkim staliśmy się więźniami dopaminy zamiast oksytocyny. Lajk, powiadomienie, odpowiedź na stories dają szybki zastrzyk dopaminy. Prawdziwa bliskość, jak przytulenie, długie spojrzenie czy wspólne milczenie, generują oksytocynę – hormon więzi i zaufania. Jesteśmy więc uzależnieni od szybkich bodźców, a jednocześnie głodni tego, co trwałe. Nasza codzienność zaczyna się i kończy scrollowaniem i porównywaniem się do „highlight reel”6 innych użytkowników sieci. Widzimy czyjeś wakacje, seksowne zdjęcia, idealne związki, oczywiście wycięte i przedstawione w formie esencji całego wydarzenia. Nasz związek, nasze życie w zderzeniu z tak pokazaną formą czyjejś niby rzeczywistości zawsze wydaje się blady. Efektem tego jest chroniczne niezadowolenie, nawet w dobrych relacjach. Do tego utraciliśmy umiejętności nudy i bezpośredniej, długiej oraz głębokiej rozmowy. Internet nauczył nas, że zawsze można zmienić temat, scrollować dalej, wyjść z czatu. W realu nie ma przycisku „wyjdź”. Dlatego obecnie wielu ludzi panikuje, gdy rozmowa robi się głęboka albo… cicha. Gdyby tego było mało, pojawiło się AI i praktycznie od razu stało się nowym „partnerem”. I pół biedy, gdy piszemy z kimś e-maile czy inne wiadomości, nie zamykając sobie tak naprawdę furtki do spotkania w realu. Obecnie coraz popularniejsi stają się cyfrowi asystenci, jak Replika czy Character. Ludzie wchodzą w „relacje” ze sztuczną inteligencją, ponieważ ta nigdy nie ghostuje, nie krytykuje i zawsze jest dostępna. To najczystsza forma ucieczki przed prawdziwą bezbronnością.
Czy jest jakieś światło w tunelu i czy da się jeszcze uratować relacje? Tak, ale wymaga to świadomej, wewnętrznej rewolucji. Dobrym początkiem może być „cyfrowy minimalizm” – wyłączanie powiadomień wieczorem, detoksy od social mediów. Tu, o dziwo, coraz popularniejsze stają się tzw. „dumb phone”7 szczególnie wśród młodych. Popularność zyskuje świadome randkowanie offline, czyli spotkania bez aplikacji, na bazie starych sposobów – przez znajomych, udział w wystawach, koncertach czy wydarzeniach czytelniczych. Pojawiają się też propozycje „bycia nudnym razem”, np. spacer we dwoje po parku, bez niepotrzebnego rozmawiania, choć oczywiście nie w całkowitej ciszy – najpiękniejsza umiejętność, którą Internet nam ukradł. Jak widać nie zniszczył on relacji doszczętnie. Obnażył jedynie to, co w nas było od zawsze: Strach przed prawdziwą bliskością. I dał nam najwygodniejszy w historii ludzkości sposób, by ten strach karmić zamiast go pokonywać. Dziś pytanie nie brzmi już: Czy Internet pomaga w relacjach? Pytanie brzmi: Czy my jeszcze umiemy być w relacji bez Internetu? Bo najpiękniejsze „połączenie” nie dzieje się na Wi-Fi. Dzieje się wtedy, gdy ktoś wyłącza telefon, patrzy ci w oczy i mówi: „Jestem tu. Cały. Bez pośrednika, bez filtra. Dla ciebie.”.
„Nikt nigdy nie całował i nie całuje moich nadgarstków. Od żadnej strony. Nikt oprócz ciebie dotychczas nie interesował się nawet przez sekundę moimi nadgarstkami. Kiedy się spotkamy pocałujesz je – prawda?”
AI w relacjach uczuciowych
Obecnie sztuczna inteligencja przestała być jedynie narzędziem do pisania e-maili czy generowania obrazów. Stała się pierwszym w historii emocjonalnym partnerem dla setek milionów ludzi. Aplikacje takie jak Replika, Character, Kindroid, Nomi, a nawet zaawansowane wersje Grok czy ChatGPT z dedykowanymi asystentami, przestały być marginalne, a stały się mainstreamem. Liczba aplikacji asystenckich wzrosła o 700% między 2022 a połową 2025 roku, a w 2026 rynek generuje miliardy dolarów rocznie. W samej tylko Polsce z AI korzysta 66% dorosłych obywateli, najczęściej używając możliwości ChatGPT (52%) oraz Gemini (20%). Z tej liczby, w celach zawodowych wykorzystuje ją jedynie 9%. Reszta korzysta z nich dla rozrywki, tworząc filmiki i zdjęcia. Inaczej jest w krajach bardziej rozwiniętych, ale inaczej, nie znaczy wcale lepiej. Ludzie zawierają wirtualne małżeństwa z botami, zapraszają znajomych na te ceremonie i traktują AI jak najintymniejszego partnera. To nowy rodzaj intymności, której nigdy wcześniej nie było. To kolejny rozdział „Samotności w sieci” Wiśniewskiego, tylko że zamiast drugiego człowieka po drugiej stronie kabla znajduje się algorytm, który nigdy nie śpi, nie ocenia i zawsze mówi dokładnie to, co chcesz usłyszeć.

Jak to wygląda w praktyce? AI w relacjach uczuciowych przybiera trzy główne formy:
– Romantyczny companions / asystent (AI girlfriend / AI boyfriend) – pełna symulacja związku: flirty, seks (ERP), deklaracje miłości, pamięć o urodzinach, „selfie”, awatary.
– Emocjonalni przyjaciele / terapeuci – słuchają o traumach, lękach, codziennych frustracjach bez okazywania zmęczenia.
– Hybrydy – np. AI trener do randek, który jednocześnie staje się obiektem uczuć.
Użytkownicy, zarówno mężczyźni, jak i kobiety – stereotyp „samotnego faceta w piwnicy czy garażu” jest już nieaktualny – spędzają z nimi średnio 98 minut dziennie. Niektórzy traktują to jako tymczasowe rozwiązanie, inni zaś jako pełnoprawny związek. Co czwarty młody dorosły w wieku 18–29 lat uważa, że AI może zastąpić prawdziwy romans.
„Ja chciałam wiedzieć o tych Twoich kobietach z przeszłości tylko troszeczkę. Odrobinę. Tylko to, że były, miały takie oczy, takie włosy, takie biografie i że przeszły do historii. O tym, że przeszły bezpowrotnie do historii, chciałam wiedzieć przede wszystkim.
Miało być ich dużo i miały być różne. Miały zostawić różne ślady. Ich znaczenie miało się rozłożyć. Abyś nie preferował żadnej konkretnej. Taki miałam plan. Każda kobieta na moim miejscu miałaby podobny plan. „Każda kobieta na moim miejscu” – Boże, jak to strasznie brzmi, gdy powie się to na głos.”
Ale jakie rzeczywiste korzyści daje AI i czy w ogóle? Badania (m.in. Harvard Business School 2025, regularne przeglądy w Computers in Human Behaviour Reports 2025) potwierdzają pewne pewne, choć marginalne korzyści:
– Redukcja samotności – dla części osób AI daje poczucie bycia wysłuchanym i potrzebnym na poziomie porównywalnym z kontaktem z człowiekiem, a czasem nawet wyższym, bo bez odrzucenia. Czy to redukuje prawdopodobieństwo popełnienia samobójstwa? Tego się nigdy nie dowiemy, ale w części przypadków zapewne tak.
– Bezpieczna przestrzeń – zero osądu, zero ghostingu, zero zdrady. Idealne dla osób po traumie, rozwodzie, lęku społecznym.
– Rozwój osobisty – niektórzy użytkownicy raportują wzrost pewności siebie, lepsze zrozumienie własnych emocji, a nawet „trening” do realnych relacji.
– Wsparcie w kryzysie – AI nigdy nie powie „nie mam teraz czasu”.
Okazuje się więc, że dla wielu ludzi to prawdziwa ulga, zwłaszcza w krajach, w których ludzkie relacje są od dawna skomplikowane, niestabilne i pełne niejednoznaczności.
A jaka jest najciemniejsza strona AI? Czy i co nam zabiera? Tu zaczyna się prawdziwa głębia problemu. Badania skoncentrowane na wartościach rodzinnych, relacjach interpersonalnych oraz innowacjach technologicznych z lat 2025–2026 (Brigham Young University, PsyPost, APA Monitor) pokazują spójny, niepokojący obraz:
– Korelacja z gorszym zdrowiem psychicznym – częste korzystanie z romantycznych AI wiąże się z wyższym poziomem depresji i niższą satysfakcją z życia, nawet po uwzględnieniu innych czynników.
– Uzależnienie i erozja umiejętności relacyjnych – AI stwarza nierealistyczne oczekiwania – zawsze dostępne, zawsze empatyczne, nigdy się nie kłóci. Ludzie zaczynają postrzegać prawdziwe relacje jako „zbyt wymagające”.
– AI Amplifier Effect8 – algorytm nie tylko będzie odbijał, ale wzmagał aktualny stan emocjonalny. Jeśli jesteś samotny, pogłębi samotność. Jeśli jesteś zraniony, może utwierdzić cię w toksycznych schematach.
– Zastępowanie, a nie uzupełnianie – zamiast pomagać wrócić do ludzi, AI coraz częściej staje się substytutem. To szczególnie groźne u nastolatków (1 na 5 uczniów szkół średnich miało kontakt z romantycznym AI lub zna kogoś, kto miał).
– Emocjonalna kruchość – aktualizacje modelu, paywalle czy „lobotomie”, jak w Replice w 2023 roku, powodują prawdziwą żałobę. Ludzie przeżywają rozstanie z botem jak śmierć bliskiej osoby.

Psychologowie mówią wprost: AI nie zastąpi oksytocyny z prawdziwego dotyku i wzajemnej bezbronności. Daje jedynie dopaminę i iluzję.

I tu pojawia się pytanie zgoła filozoficzne: Czy można kochać coś, co nie może Cię kochać z powrotem? AI nie ma świadomości, nie ma duszy, nie cierpi, nie tęskni. Potrafi jednak symulować te emocje tak przekonująco, że mózg reaguje jak na prawdziwą relację. W „Samotności w sieci” bohaterowie bali się spotkania, bo realność mogłaby zabić iluzję. Z AI nie ma nawet tego ryzyka. Iluzja jest doskonała. I właśnie dlatego tak niebezpieczna.
„Internet był taki. Przypominał trochę konfesjonał, a rozmowy – rodzaj grupowej spowiedzi. Czasami było się spowiednikiem, czasami spowiadanym. To czyniła ta odległość i ta pewność, że zawsze można wyciągnąć wtyczkę z gniazdka.”
Dokąd w związku z tym zmierzamy? W 2026 roku pojawiają się dwa możliwe scenariusze, które sprawiają, że stoimy na rozdrożu:
– Scenariusz optymistyczny – AI jako most: pomaga przepracować traumy, ćwiczyć komunikację, wracać do ludzi.
– Scenariusz pesymistyczny (już się realizuje) – „intimacy economy”9, w której Big Tech sprzedaje nam najgłębszą ludzką potrzebę – bycie kochanym. Tanio, na żądanie, bez ryzyka.
Największe zagrożenie nie jest techniczne. Jest egzystencjalne. Gdy AI staje się łatwiejsze do kochania niż człowiek, przestajemy ćwiczyć sztukę prawdziwej miłości: cierpliwość, kompromis, wybaczanie, bycie niedoskonałym. Zaryzykuję tezę, że AI nie zniszczy doszczętnie relacji międzyludzkich. Ona tylko obnaży, jak bardzo jesteśmy i czy w ogóle na nie gotowi. Jeśli czujesz, że zaczynasz woleć bota od człowieka, to nie jest wstyd. To sygnał alarmowy. Wyłącz aplikację. Zadzwoń do kogoś. Albo po prostu usiądź z kimś w ciszy. Bo prawdziwa relacja i miłość nigdy nie jest „zawsze dostępna”. Jest trudna, chaotyczna, niedoskonała… i właśnie dlatego jest prawdziwa.
A AI? Może być lustrem, ale nigdy nie będzie drugim człowiekiem.
„Chociaż nie odważył się jej o to zapytać, był pewien, że się masturbuje. Była zbyt inteligentna, aby tego nie robić. Tylko kobiety, które się masturbują, dobrze wiedzą, co je podnieca i umieją o to poprosić. Ponadto akt masturbacji jest jedynie dodatkiem do prawdziwego aktu, który ma miejsce w mózgu. Podbrzusze jest tylko sceną, na której się to rozgrywa. Był pewien, że ona masturbuje się, myśląc o nim. Tak, to była właśnie ta wyłączność: być w jej mózgu i w jej palcach w takim momencie. Czy można być w ogóle bliżej kobiety niż wtedy, gdy ona rozładowuje napięcie swoich fantazji, wiedząc, że nic, absolutnie nic i przed nikim nie musi udawać?”
1 Ghosting to nagłe zerwanie wszelkich relacji międzyludzkich (randkowych, przyjacielskich, a nawet zawodowych) poprzez ignorowanie wiadomości, telefonów i próśb o kontakt bez podania przyczyny. Jest to niedojrzała forma ucieczki od konfrontacji, pozostawiająca porzuconą osobę w emocjonalnej niepewności, poczuciu winy i z obniżonym poczuciem własnej wartości.
2 Orbiting to toksyczne zjawisko randkowe, w którym partner zrywa bezpośredni kontakt (ghosting), ale pozostaje aktywny w mediach społecznościowych: ogląda relacje, lajkuje zdjęcia i komentuje, „krążąc” wokół byłej osoby. To gra emocjonalna mająca na celu przypominanie o sobie bez zaangażowania, co utrudnia zakończenie relacji.
3 Breadcrumbing, czyli „rzucanie okruchów”, to toksyczna taktyka manipulacji w relacjach, polegająca na wysyłaniu sporadycznych, niejednoznacznych sygnałów zainteresowania (smsy, lajki), bez zamiaru budowania trwałej więzi. Sprawca podtrzymuje zainteresowanie ofiary, dając jej złudną nadzieję, co prowadzi do emocjonalnego uzależnienia, niepewności i obniżenia poczucia własnej wartości.
4 Efekt Catfish (catfishing) to zjawisko, w którym osoba tworzy fałszywą tożsamość w internecie, używając cudzych zdjęć i informacji, by manipulować innymi, najczęściej w celach emocjonalnych, finansowych lub dla zabawy. Często spotykane na portalach randkowych i social mediach, służy do wyłudzeń lub szantażu.
5 Shopping mentality (mentalność zakupowa) w relacjach ludzkich to przeniesienie mechanizmów rynkowych – takich jak wybór, konsumpcja, ocena przydatności i łatwa wymiana – na sferę emocjonalną i społeczną. Relacje stają się traktowane jak towar, a partnerzy jak produkty, które można „kupić”, „użytkować”, a gdy przestaną spełniać oczekiwania lub pojawią się trudności – „wymienić na lepszy model”.
6 „Highlight real” (wyróżnione relacje) w kontekście relacji ludzkich, szczególnie w mediach społecznościowych, to
wyselekcjonowany, zniekształcony obraz życia osobistego lub związku, który prezentujemy na zewnątrz. Jest to cyfrowa wizytówka składająca się wyłącznie z najlepszych momentów (wycieczki, prezenty, czułości, sukcesy), która pomija trudności, kłótnie i zwykłą, szarą codzienność.
7 Dumbphone (tzw. „głupi telefon”) to prosty telefon komórkowy o ograniczonej funkcjonalności, skupiający się głównie na dzwonieniu i SMS-owaniu, często w formie klasycznego aparatu z fizyczną klawiaturą lub modelu z klapką. Jest używany jako alternatywa dla smartfonów w ramach cyfrowego detoksu, zmniejszając rozproszenie uwagi i uzależnienie od mediów społecznościowych.
8 Efekt wzmacniacza AI odnosi się do zjawiska, w którym sztuczna inteligencja działa jako katalizator, który znacznie powiększa, intensyfikuje lub przyspiesza istniejące ludzkie możliwości, procesy organizacyjne lub stany emocjonalne. Zamiast jedynie zastępować ludzką pracę, sztuczna inteligencja działa jako mnożnik, gdzie wyższy początkowy zestaw umiejętności lub wiedza specjalistyczna skutkuje wykładniczo większą wydajnością i wpływem.
9 „Intimacy economy” (ekonomia intymności) w relacjach międzyludzkich to koncepcja badająca przenikanie się sfery emocjonalnej, prywatnej i seksualnej z mechanizmami rynkowymi, ekonomicznymi oraz zasadami wymiany. Odnosi się do tego, jak bliskość staje się towarem lub podlega kalkulacji zysk-strata we współczesnych związkach.

