Przykładowy 5

A moody black and white image of a woman in flowing fabric with obscured face, adding a sense of mystery.

Miasto, które śniło o ludziach

W mieście Nareth noc nigdy nie była całkiem ciemna.

Latarnie nie paliły się tam ogniem ani elektrycznością, lecz wspomnieniami. Każda z nich przechowywała jedno czyjeś marzenie – zapomniane, porzucone albo takie, którego właściciel bał się spełnić. Gdy zapadał zmrok, marzenia unosiły się pod szklanymi kloszami i świeciły bladym, srebrzystym światłem.

Lira pracowała przy ich zbieraniu.

Nie była złodziejką snów. Była Opiekunką. Wędrowała wzdłuż murów miasta, przykładała dłoń do chłodnych cegieł i słuchała. Kamienie szeptały jej o ludziach, którzy kiedyś pragnęli wyruszyć za morze, nauczyć się języka smoków, albo po prostu powiedzieć „kocham” bez drżenia głosu.

Te niespełnione słowa i pragnienia osadzały się w murach jak kurz.

A ona je zbierała.

Tego wieczoru jedna z latarni nie zapaliła się.

Stała na samym końcu ulicy Tkaczy, tam gdzie bruk był bardziej popękany niż gdzie indziej. Lira podeszła bliżej i dotknęła szkła. Zimne. Puste.

To znaczyło tylko jedno – ktoś właśnie odzyskał swoje marzenie.

W Nareth było to rzadkością.

Opiekunka zamknęła oczy i wsłuchała się w mury. Najpierw usłyszała zwykły szmer – drobne tęsknoty, ciche żale. Potem jeden ton, wyraźniejszy. Jak struna przeciągnięta palcem.

„Nie chcę już tylko śnić. Chcę spróbować.”

Lira uśmiechnęła się pod nosem.

Wiedziała, do kogo należał ten głos. Do młodego tkacza, który od lat projektował wzory smoków na płótnie, choć nigdy żadnego nie widział. Od dziecka powtarzano mu, że smoki wyginęły. Że to bajki dla naiwnych.

A jednak dziś spakował torbę.

Miasto drgnęło.

Bo Nareth żywiło się marzeniami. Gdy ktoś je odzyskiwał, część światła gasła. A im mniej światła, tym bardziej miasto stawało się zwyczajne – ciężkie, kamienne, milczące.

Lira po raz pierwszy poczuła w piersi coś na kształt niepokoju.

Co jeśli wszyscy odzyskają swoje marzenia?

Co jeśli pewnego dnia wszystkie latarnie zgasną?

Przeszła przez rynek. Kilka świateł już migotało słabiej niż wczoraj. Czy to możliwe, że coś się budzi? Że ludzie zaczynają wierzyć bardziej w siebie niż w bezpieczne sny przechowywane pod szkłem?

Na murze ratusza pojawiła się rysa. Cienka, jak włos.

Miasto pękało.

Lira uklękła przy ostatniej świecącej latarni i dotknęła jej czołem. W jej wnętrzu wirowało marzenie starej kobiety, która zawsze chciała nauczyć się czytać, lecz całe życie pracowała w dokach.

— Idź — wyszeptała Opiekunka.

Szkło rozgrzało się pod jej dłonią.

Światło uniosło się i rozpłynęło w powietrzu, jak oddech w mroźny poranek.

W tej samej chwili w oknie na trzecim piętrze zapaliła się świeca. Drżąca, niepewna, ale prawdziwa.

Miasto zadrżało mocniej.

Lira podniosła się powoli. Zrozumiała.

Nareth nie było stworzone, by przechowywać marzenia. Było stworzone, by uczyć ludzi, jak je odzyskiwać.

A kiedy ostatnia latarnia zgaśnie, miasto przestanie śnić o ludziach.

Bo ludzie wreszcie zaczną śnić sami.


Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry